Tuesday, August 21, 2007

Poland excluded from joint nuclear plant project?


Poland excluded from joint nuclear plant project?

Created: Tuesday, August 21. 2007

Poland’s place in a project constructing a new nuclear power plant in Lithuania might be taken by one of the Western countries, Lithuanian "Verslo żinios" business daily informs, quoting some anonymous sources of state institutions.

The newspaper reminds that the Poles are constantly unsatisfied with the division of shares of the planned power station. Lack of agreement on this matter delays the date of starting the construction.

According to an act of Lithuanian Parliament, Lithuania is to take 34 percent of the shares, and Poland, Latvia and Estonia 22 percent each. This division caused Polish hesitation whether to take part in the project or not.

The new nuclear power plant is to start operating in 2015. It is to take over the old one, still remembering soviet times, in Ignalin, which Lithuania agreed to close by the end of 2010, The planned power of the plant is to amount to 3.400 MW. This is by 200 MW less then originally planned. The project has been changed after Poland threatened to withdraw from the investment if the country does not receive 1/3 of the produced energy.

Friday, August 10, 2007

Polska Grupa Energetyczna w przyszłym roku planuje swój debiut


Energetyka chce na giełdę
Nasz Dziennik, 2007-08-10
Polska Grupa Energetyczna w przyszłym roku planuje swój debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Planowana jest emisja do 35 proc. akcji grupy. Obecnie po zakończeniu konsolidacji przez włączenie PGE Energia SA, BOT Górnictwo i Energetyki SA grupa opracowuje strategię działania. PGE zapowiada też, że jeszcze w tym roku wprowadzi równą stawkę dla wszystkich swoich klientów indywidualnych.

- Po pozytywnie zakończonym w maju 2007 roku procesie konsolidacji rozpoczynamy II etap procesu budowy Polskiej Grupy Energetycznej, który wzmocni wartość PGE i przygotuje grupę do debiutu giełdowego w przyszłym roku - stwierdził Paweł Urbański, prezes zarządu Polskich Sieci Energetycznych.
Konsolidacja firm sektora elektroenergetycznego następuje w ramach rządowego "Programu dla elektroenergetyki". Według programu właśnie podmiot o znacznej sile ma być zdolny do realizacji kluczowych inwestycji na obszarze kraju oraz do aktywnego włączenia się w działalność na europejskim rynku energii. W ramach tego procesu została utworzona Polska Grupa Energetyczna, w skład której oprócz Polskich Sieci Elektroenergetycznych weszły dwa podmioty wytwarzające energię elektryczną: BOT Górnictwo i Energetyka SA (dwie kopalnie i trzy elektrownie) oraz Zespół Elektrowni Dolna Odra. Natomiast dystrybucją energii zajmuje się osiem spółek.
W ocenie wiceprezesa PSE Emila Wojtowicza, holding po połączeniu ma większe możliwości ograniczenia kosztów działania. W 2008 r. wydatki PGE mają wynieść 15,5 mld złotych. Grupa chce w ciągu 3-4 lat zmniejszyć je o 1 mld złotych.
Do 2025 roku PGE planuje zwiększyć moce wytwórcze o 10 tys. MW energii elektrycznej. Obecnie grupa wytwarza łącznie ponad 11 tys. MW. Według PSE, w 2030 roku Polska będzie potrzebować 20-25 tys. MW nowych mocy energii elektrycznej. Zapotrzebowanie na energię w Polsce rośnie w granicach 5-6 proc. rocznie, a ponad 40 proc. krajowych elektrowni przekroczyło 30 lat i wymaga modernizacji. Zdaniem Urbańskiego, w 2021 r. Polska powinna uruchomić pierwszy blok elektrowni atomowej o mocy 1600 MW. Pod znakiem zapytania stoi udział naszego kraju w elektrowni atomowej w Ignalinie na Litwie. - Gdy bilansujemy potrzeby krajów biorących udział w tym projekcie, nie mamy wątpliwości, że moc tej elektrowni musi wynieść powyżej 3 tys. MW - uważa Urbański. Jednak określenie mocy elektrowni będzie zależeć od prowadzonych badań środowiskowych i geologicznych. Jeśli okazałoby się, że moc elektrowni z tych względów musi być ograniczona, to nie wiadomo, czy Polska będzie uczestniczyć w tym projekcie.

Grzegorz Lipka

Poland reiterates interest in new Lithuanian nuclear power plant

Poland reiterates interest in new Lithuanian nuclear power plant, but only at high capacities 17:26 09.08.2007
czwartek

Participants of the new nuclear power plant project in Lithuania approved the power plant's projected capacity at above 3,000 MW, although the final capacity will depend on the evaluation of environmental impact of the project and Poland is reiterating its interest only in a large-scale project, said Pawel Urbanski, the president of Polish power grid operator Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE).

"The parties agreed to the option of more than 3,000 MW, though discussions continue," Urbanski told a press conference Thursday. "The work on the evaluation of the environmental impact needs to be done first. [...] We're interested only in a large project."

According to a Lithuanian bill on the new power plant that is supposed to replace the existing Ignalina plant, the new facility will have capacity of 1,600-3,200 MW. Latvia and Estonia have already declared an interest in the project, but Polish Economy Minister Piotr Wozniak said earlier Poland will not take part in the project if it is not guaranteed to get 1,200-1,600 MW of energy from the plant.

PSE's vice-president Henryk Baranowski said Thursday the work on the environmental impact of the new power plant is going on, with the evaluation supposed to be ready by the end of the first half of 2008.

"It will later be the subject of consultations and should be approved by the end of 2008," Baranowski said

Friday, July 20, 2007

Limity CO2 zabójcze dla gospodarki polskiej.


Limity CO2 zabójcze dla gospodarki polskiej.
Nasz Dziennik, 2007-07-20
Państwa starej Unii nie wywiązują się z wymogów emisji dwutlenku węgla i przenoszą ciężar redukcji wydzielania CO2 na nowe państwa UE, w tym na Polskę



Wzrost cen energii i bezrobocia, szczególnie w newralgicznej dla Polski branży budowlanej - to tylko niektóre z możliwych skutków drakońskich limitów emisji dwutlenku węgla określonych dla Polski przez Komisję Europejską na lata 2008-2012. - Są one zdecydowanie zbyt niskie i stwarzają zagrożenie dla rozwoju polskiego przemysłu i gospodarki - wskazuje minister środowiska Jan Szyszko. Koszty redukcji wydzielania CO2 już ponoszą przedsiębiorstwa: elektrownie, cementownie, zakłady papiernicze. Wkrótce wszyscy możemy odczuć efekty unijnej polityki, gdyż, jak wskazują eksperci, obniżanie emisji CO2 przez naszych przedsiębiorców w niedługim czasie może wpłynąć na wzrost opłat za energię elektryczną. Wszystko to w sytuacji, gdy Polska jest jednym ze światowych liderów w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych.

Od 1988 r. Polska obniżyła emisję szkodliwych gazów o 32 proc., w tym samym czasie inne kraje UE zredukowały ją o średnio 0,7-0,9 proc. - Polska, w przeciwieństwie do wielu innych krajów, z nawiązką wypełniła swoje zobowiązania określone w protokole z Kioto. Istotne jest, że tak znacząca redukcja emisji CO2 w Polsce nastąpiła w okresie szybkiego wzrostu gospodarczego, który jest ściśle związany z poziomem emisji gazów, w tym CO2 - wskazuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" minister Szyszko. Polski rząd zaskarżył do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu decyzję KE określającą limity emisji dwutlenku węgla, jednak zdaniem przedstawicieli Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji, niewykluczone, że w okresie oczekiwania na decyzję ETS Polska będzie zmuszona rozpocząć wdrażanie dyrektywy KE .
Nasz rząd nie ma wątpliwości: ustalone przez Komisję Europejską limity emisji dwutlenku węgla krzywdzą nowe kraje członkowskie, które wywiązują się z zobowiązań zawartych w protokole w Kioto, a jednak wciąż obcina im się limity, co jest m.in. efektem tego, że kraje starej Unii nie spełniają wymogów dotyczących CO2.
- Od rozwiniętych gospodarczo krajów UE oczekujemy większej solidarności, a także działań skutkujących takim obniżeniem poziomu emisji CO2, który nie będzie tak drastycznie jak obecnie odbiegał od polskich osiągnięć w tej kwestii - wskazuje minister Szyszko.
- Limity emisji dwutlenku węgla uderzają przede wszystkim w nowe kraje członkowskie, których zakłady przemysłowe są w zupełnie innej kondycji i dysponują zupełnie innym wyposażeniem technicznym, technologicznym niż zakłady przemysłowe państw starej Unii, które już wiele lat temu się zmodernizowały - potwierdza Łukasz Hardt, ekspert w obszarze gospodarki z Instytutu Sobieskiego. - Tu podtekst jest trochę głębszy. Większość bowiem instalacji do ograniczania emisji CO2 jest budowana zwykle przez firmy z państw starej Unii. Tak więc zyskają na tym w pierwszym rzędzie producenci z krajów Europy Zachodniej - dodał.
Przy limitach określonych przez KE Polsce grozi stagnacja, a nawet spadek produkcji wielu materiałów, zwłaszcza cementu, co dotknie przede wszystkim budownictwo. - Limity emisji CO2 nałożone przez KE spowodują w niedługim czasie wzrost cen cementu. Z boku natomiast mamy Białoruś i Ukrainę, której limity nie dotyczą, wiadomo więc, skąd polscy przedsiębiorcy będą kupowali cement, ponieważ nasz będzie zbyt drogi. Te ograniczenia bezwzględnie hamują rozwój polskiego przemysłu cementowego - wskazuje w rozmowie z nami Jerzy Walaszek, zastępca dyrektora ds. inwestycji i ochrony środowiska Grupy Ożarów SA.
- Przekroczenie limitu zaproponowanego przez KE będzie oznaczało kary finansowe, również niekorzystne dla polskiej gospodarki i jej rozwoju - konkluduje minister Szyszko.
Brak zgody między Warszawą a Brukselą w kwestii limitów emisji CO2 już odbił się negatywnie na działalności polskich firm. Grupa Atlas wstrzymała prace nad budową nowej cementowani, gdyż nie może uzyskać zapewniania o przyznaniu limitu emisji CO2.
- Już rok czekamy na odpowiedź w tej sprawie. Wynika to podobno z faktu, że rząd polski wystąpił do KE o zwiększenie przyznanych limitów na lata 2008-2012, a Komisja - znów podobno - nie chce rozpatrzyć tego odwołania w trybie pilnym - wskazuje Aleksandra Paprocka z Grupy Atlas.
Także Ministerstwo Rozwoju Regionalnego alarmuje, że drastyczna redukcja limitów emisji CO2 przez KE niesie niebezpieczeństwo niewykorzystania przez Polskę w okresie budżetowym 2007-2013 unijnych środków finansowych z Funduszy Spójności i Strukturalnych.
Obserwatorzy zauważają, że porażką kilku ostatnich ekip rządowych jest niezagwarantowanie polskim przedsiębiorcom długiego okresu przejściowego, który pozwoliłby na modernizację lub budowę urządzeń służących ograniczeniu emisji dwutlenku węgla. - To nie jest tak, że byliśmy pod ścianą i nie można było nic zrobić, tylko pewnie trzeba było trochę wcześniej do tego programu podejść bardziej merytorycznie - zauważa Hardt.
Oprócz Polski decyzję KE w kwestii limitów emisji CO2 zaskarżyły także Estonia, Słowacji, Czechy i Węgry.

Hanna Piekut
Aneta Jezierska

Monday, July 2, 2007

New gas pipeline to Poland from Norway.


New gas pipeline to Poland from Norway.


Pozytywna informacja dla Polski z Norwegii.

The agreement was reached during a meeting between Prime Minister Stoltenberg and his Polish counterpart, Jaroslaw Kaczynski, during Stoltenberg's visit to Poland Friday and Saturday.
Poland is determined to secure its energy supplies by purchasing gas from sources other than Russian.

- We have reached agreement on how to finance a pipeline from Norway to Poland, Stolteberg said.

The Norwegian Prime Minister said they had also agreed on Polish companies' participation in the project.

During his visit to Poland, Stoltenberg also visited the German prisoner-of-war camp at Ostrezeszow, where Stoltenberg's grandfather, who was an officer, had been held prisoner from December 1943 till January 1945. Then the Germans forced him and the other prisoners to walk the nearly 400 km westward to Luckenwalde near Berlin, where he was held until the war ended.

(NRK)

Tuesday, May 22, 2007

Energetyka polska czy zagraniczna?


Energetyka polska czy zagraniczna?

Uczmy sie z pomylek w prywatyzacji sektora energetycznego na Wegrzech.
Gdzie rozgrabiono narobek narodu Wiegierskiego przez rozdrobnienie sektora energetycznego
na male spolki a potem jest z prywatyzowano galka po galce.
Nastepnie jedna duza firma z Niemiec kupila the galki z powrotem placac minimalna cene.

Po latach nieustających reorganizacji, dyskusji i obywatelskich sprzeciwów, w roku bieżącym 2007 władze przystępują do realizacji ostatecznego programu konsolidacji i wyprzedaży polskiej elektroenergetyki. Niewątpliwie energetyka w Polsce zostanie, ale wszystko wskazuje na to, że energetyki polskiej docelowo może nie być. Trudno się na to spokojnie zgodzić.


Program rozbiorowy

W celu wyprzedaży polskiej elektroenergetyki rządowy Program dla elektroenergetyki z marca 2006 r. przewiduje konsolidację naszych zakładów energetycznych w cztery wielkie grupy, dzielące kraj na cztery obszary:

1. Obszar północno-środkowy, obejmujący sieciowe zakłady energetyczne: Koszalin, Słupsk, Gdańsk, Elbląg, Olsztyn i Ostrołękę oraz Toruń, Płock i Kalisz. To dawna grupa zakładów G-8 (której wcześniejszą prywatyzację powstrzymał zdecydowany sprzeciw parlamentarny i protest społeczny), nazywana teraz ENERGA i powiększona o zakład energetyczny Ostrołęka.

2. Obszar zachodni, obejmujący sieciowe zakłady energetyczne: Szczecin, Gorzów, Zielona Góra, Poznań i Bydgoszcz (stanowiące grupę ENEA), z którymi, nie wiadomo dlaczego, konsoliduje się odległą elektrownię Kozienice, z zaopatrującą ją kopalnią Bogdanka na Lubelszczyźnie.

3. Obszar południowy, obejmujący sieciowe zakłady energetyczne od Jeleniej Góry do Tarnowa, wraz z elektrownią Stalowa Wola, z wyłączeniem wcześniej sprzedanego Szwedom zakładu Gliwice.

4. Obszar wschodni, na którym tworzy się Polską Grupę Energetyczną, z sieciowymi zakładami energetycznymi: Białystok, Lublin, Zamość, Rzeszów, Radom, Łódź i Warszawa-Teren. (Zachodnia granica tego obszaru nie wiele odbiega od dawnej zachodniej granicy Generalnej Guberni z lat okupacji niemieckiej). Grupa ta ma objąć także zachodnie elektrownie: Dolną Odrę, Opole i Turów, a także Bełchatów, wraz z zaopatrującymi je kopalniami węgla brunatnego, ale bez znajdującej się na tym obszarze elektrowni Kozienice.

Ponadto Program przewiduje kontynuowanie wyprzedaży elektrociepłowni (zamiast przekazania ich władzom komunalnym), a także sprzedaż resztkowych pakietów akcji, jakie Skarb Państwa zachował w przedsiębiorstwach energetycznych wcześniej sprywatyzowanych.

Konsolidacja stosunkowo drobnych i słabych kapitałowo, terenowych zakładów sieciowych jest działaniem racjonalnym i była wnioskowana już w pierwszym studium reorganizacyjnym z 1991 roku. Brak jednak jasności, co się obecnie kryje pod ogólnym pojęciem konsolidacji i na jakich zasadach mają nadal funkcjonować poszczególne podmioty: zakłady sieciowe, elektrownie i kopalnie. Brak też jakiegokolwiek uzasadnienia dla wyprzedaży tak skonsolidowanych, wielkich podmiotów energetycznych, obszarowych monopolistów. Przeciwnie, stanowi to wyraźne zagrożenie energetyczne, gospodarcze i polityczne.

Są przesłanki wskazujące, że zakłady energetyczne obszaru północno-środkowego i obszaru zachodniego, dostarczające energię do ponad połowy gospodarki kraju, będą chcieli wykupić w całości Niemcy. Nawet jeśli wyprzedaż nastąpi początkowo na rzecz różnych podmiotów, to i tak grozi wtórny wykup tych zakładów przez Niemców. (Podobnie jak na Węgrzech, gdzie państwowe zakłady energetyczne sprzedano kilku podstawionym podmiotom, które następnie odstąpiły je jednemu nabywcy niemieckiemu. Rząd węgierski dopiero wtórnie próbował odkupić pochopnie sprzedane zakłady).

Nie wiadomo, kto wykupi zakłady energetyczne grupy południowej. Może Szwedzi, którzy wcześniej nabyli zakład Gliwice, a może też Niemcy czy Austriacy, którzy kiedyś już tu władali. Pozostałe natomiast zakłady sieciowe na rozległym, najsłabiej zagospodarowanym obszarze wschodnim, przypisano do tworzonej obecnie Polskiej Grupy Energetycznej i wraz z czterema głównymi polskimi elektrowniami w zasadzie mają pozostać własnością państwa. Planuje się jednak i tu prywatyzację giełdową do 35 % akcji. Jeśli do tego dodać 15 % akcji pracowniczych, szybko wykupywanych przez obcego nabywcę, można i tu obawiać się wrogiego przejęcia. Nie byłoby dziwne, gdyby o wykup akcji tej Grupy zabiegali Rosjanie. Kolejny rząd, przy niewątpliwych dalszych trudnościach budżetowych, może pójść śladem poprzednich i sprzedać resztę.

Wydaje się więc, że został z rozmysłem przygotowany plan rozbioru energetyki polskiej, plan podziału i oddania w obce ręce nie tylko polskiego rynku energii, ale także plan podziału sfer wpływu, poprzez uwarunkowania i możliwości kontrolowania życia gospodarczego, a częściowo także społecznego i politycznego. Ponieważ sytuacja geopolityczna nie zmieniła się istotnie od stuleci, można przewidywać, że w rozbiorze tym wezmą udział dawne państwa rozbiorowe. Po zrealizowaniu tego planu nic nas nie uchroni przed tym, aby nowi władcy energetyki nie wykorzystali we własnym interesie nie tylko monopolistycznych pozycji w energetyce, ale także w znacznie szerszym zakresie. W naszych warunkach wpływ obcego biznesu, wspieranego zagraniczną interwencją polityczną, sięga bardzo daleko. Zamiast wolnego, konkurencyjnego rynku taniej energii grozi nowoczesna forma energetyczno-gospodarczej i społeczno-politycznej kolonizacji.

To zagrożenie sygnalizowałem już wcześniej, w artykule Bezpieczeństwo energetyczne w niebezpieczeństwie (Nasz Dziennik 15.03.2005) i szerzej w artykułach Gospodarka na złej liberalnej drodze (Nasz Dziennik 13, 15, 19 i 21.12.2006).



Nowa jakość w prywatyzacji



Pod hasłem „prywatyzacja” od szeregu lat dokonuje się wyprzedaż różnych narodowych przedsiębiorstw i zakładów produkcyjnych. W każdym prawie przypadku jakoś dziwnie zaniżano wartość sprzedawanego obiektu, a ponadto zbyt często dochodziło do korupcji. Rzuca to cień na państwowe organy nadzoru: dawniej na Ministerstwo Przekształceń Własnościowych, a następnie na Ministerstwo Skarbu Państwa. Nowy rząd podjął decyzję o przeprowadzeniu kontroli prawidłowości prywatyzacji przedsiębiorstw ważnych dla gospodarki i państwa.

Dziwi, że dotychczas nie ukazały się poważne rozliczenia dokonanych prywatyzacji poszczególnych sprzedanych obiektów. Trzeba się domagać takich rozliczeń, z pełną analizą dotyczącą wartości obiektu, oraz wpływów budżetowych: a)przed prywatyzacją, b)z prywatyzacji, c)po prywatyzacji, e)strat dochodów publicznych wywołanych przejściem sprywatyzowanego obiektu z zaopatrzenia krajowego (dającego dochody) na zaopatrzenie importowane, często po wyższych cenach oraz d)w wariancie racjonalnego zarządzania przy zaniechaniu prywatyzacji. Cała procedura prywatyzacyjna majątku publicznego musi być jawna. Jeśli prywatyzacje są tak korzystne dla gospodarki, jak głoszono i powtarza się nadal, to budżet państwa powinien już dawno osiągać nadwyżki dochodów podatkowych nad wydatkami, a nie wykazywać deficyt, jak to się powtarza co roku.

Ze względu na negatywne skutki gospodarcze, społeczne i polityczne prywatyzacji poszczególnych przedsiębiorstw, można wyróżnić kilka modeli. Model pierwszy dotyczy sprzedaży zakładów pracujących na wielki polski rynek, jak przykładowo polskie cementownie. Po częściowej redukcji zatrudnienia i niewielkiej modernizacji przez nowego właściciela, zakłady te pracują w kraju pełną parą, polskimi rękoma i na polskim surowcu, ale za cement płaci się zawyżone ceny. Modernizacja jest najczęściej realizowana znanymi sposobami i w ramach osiąganego zysku, co można również dokonać bez prywatyzacji, przy dobrym polskim zarządzaniu i bez zawyżania cen. Przykładem może być modernizacja elektrociepłowni Kraków-Łęg, dokonana jeszcze przed jej wyprzedażą. Doświadczenie wskazuje, że po prywatyzacji w ciągu niewielu lat zostaje z przedsiębiorstwa zwolniona polska kadra kierownicza, a redukcje zatrudnienia mają szerszy zakres, niż wcześniej uzgodniono.

Model drugi dotyczy zakładów, w których po prywatyzacji następuje zmniejszenie i zmiana produkcji (raczej montuje się elementy importowane) oraz w całości przechodzi na zaopatrzenia zagraniczne, przy zerwaniu krajowych powiązań kooperacyjnych. Następuje duża redukcja zatrudnienia w zakładzie sprywatyzowanym i u wszystkich krajowych kooperantów, a równocześnie znacznie spadają dochody państwa oraz dodatkowo rosną wydatki na zasiłki.

Model trzeci dotyczy przykładowo sprzedaży nowoczesnej fabryki w Ożarowie, produkującej polskimi rękoma wysokiej jakości kable z całkowicie polskich surowców. Nabywca fabrykę zamknął, pracowników zwolnił, a maszyny wywiózł. Dostawcy materiałów i surowców do Ożarowa musieli również zmniejszyć swoją produkcję i zatrudnienie, a wpływy podatkowe państwa wielostronnie zmalały. Dawni odbiorcy zostali częściowo zmuszeni do kupowania droższych kabli zagranicznych.

Prywatyzacja zakładów energetycznych stanowi osobny model, ponieważ łączą się z nią skutki nowej jakości. Wyprzedaż obejmuje nie pojedyncze przedsiębiorstwo czy zakład, a cały sektor użyteczności publicznej, co dotyczy tysięcy i milionów odbiorców. Ze względu na monopol naturalny właściciela sieci energetycznych w stosunku do odbiorców (podobnie jak sieci gazowych, wodociągowych i kanalizacyjnych), brak możliwości magazynowania energii przez odbiorcę oraz niezbędność energii elektrycznej do normalnego życia i działalności, odbiorca energii jest szczególnie uzależniony od sieciowego dostawcy. Ma on zwykle dostęp do przyłączy z urządzeniem pomiarowym, obserwuje pracę odbiorcy i w różny sposób może go kontrolować. Sprzedaż zakładu energetycznego wrogiemu nabywcy, to istotne uzależnienie się od niego. To straszliwy zabieg na gospodarce narodowej; tak jakby dać wypruć sobie żyły i oddać je pod kontrolę jakiegoś obcego osobnika, który będzie nami sterował.

Prywatyzacja zakładów energetycznych różni się więc w swych skutkach od poprzednich przypadków istotnym, trwałym i niezbywalnym uzależnieniem milionów odbiorców od obcego, praktycznie niekontrolowanego monopolisty – dostawcy, który we wszystkich sporach „góruje” nad odbiorcą. Ponadto wyprzedaż energetyki wywołuje również zmasowane skutki występujące przy innych modelach. Z dawnych i zagranicznych doświadczeń wiadomo, że zagraniczny kapitał przychodzi do energetyki tylko po duże i pewne zyski, które musi uzyskać m. in. z wyższych cen energii. Zmniejszając koszty redukuje zatrudnienie, a także ogranicza koszty „pewności ruchu”, co powoduje wzrost przerw w zasilaniu oraz pogorszenie parametrów jakościowych energii. Może importować i dostarczać nam droższą energię zagraniczną, zamiast tańszej krajowej (zmniejszając tym samym wykorzystanie polskich elektrowni i zatrudnienie w górnictwie), a okresowo może też zabraknąć energii w kraju, gdy drożej uda się sprzedać ją za granicę. (Zapewne nie będzie w stanie skutecznie temu zapobiec t.zw. operator systemu przesyłowego ani Urząd Regulacji Energetyki). Polskie zakłady energetyczne zaopatrywały się głównie w krajową aparaturę, urządzenia, przewody i konstrukcje, zatrudniały biura projektów i jednostki badawcze. Po wyprzedaży krajowej energetyki również polski przemysł elektrotechniczny dotknie kryzys.

Sytuację uzależnienia odbiorcy od dostawcy można częściowo zilustrować przykładem z zakładu energetycznego Gliwice, sprzedanego szwedzkiemu, państwowemu koncernowi energetycznemu Vattenfall. Zaczął on rygorystycznie rozliczać zaopatrywanych odbiorców. W rozliczeniach podpadła zadłużona Huta Łagisza i Vattenfall przerwał jej na szereg miesięcy dostawę energii. Huta stanęła, co groziło jej upadkiem, a pracownicy zostali bez pracy i płacy. (Obecnie przywrócono zasilanie i huta powoli odzyskuje zamówienia i rozwija produkcję). Może to przypadek, że przerwa ta dotknęła zakład skutecznie konkurujący z podobnymi hutami szwedzkimi. A może właśnie dlatego wykupiono ten zakład energetyczny ? Miasto Warszawa ma również swoje, bardzo złe doświadczenia z byłą francuską elektrownią na Powiślu, która w ciągu prawie czterdziestu pierwszych lat XX wieku nie chciała inwestować i utrudniała elektryfikację miasta i okolic.

Pomimo to, pod hasłem prywatyzacji i tworzenia konkurencyjnego rynku, sprzedano znowu jednemu, państwowemu koncernowi Vattenfall wszystkie sześć elektrociepłowni w stolicy: to samo przebudowane Powiśle oraz nowsze: Żerań, Siekierki, Kawęczyn, Pruszków i Ciepłownię Wola; wszystko zaledwie za wartość zajmowanych gruntów. W zakresie produkcji ciepła (ogrzewania) i częściowo energii elektrycznej cała Warszawa została uzależniona od jednego obcego monopolisty. Gdy decydenci polityczni mówią przy tym o swej trosce o bezpieczeństwo energetyczne i konkurencyjny rynek, to wykazują tylko krańcową ignorancję i obłudę.

Irracjonalną sytuację energetyczną stolicy dopełniła sprzedaż 85 % akcji stołecznego zakładu energetycznego STOEN (wraz z pełną dokumentacją podziemia stolicy i 380 nieruchomościami na terenie miasta) niemieckiemu koncernowi RWE. Przy tym wycena zakładu została zaniżona o 656 mln zł. (Dane wg. wypowiedzi Andrzeja Leppera w Sejmie w dniu 30.10.2002). Przeciwko tej samobójczej wyprzedaży występowali wówczas bardzo ostro także posłowie: Gabriel Janowski, Bogdan Pęk, Roman Giertych i inni. W ciągu niewielu lat po sprzedaży zakładu miały miejsce dwie czy trzy bardzo poważne awarie w zasilaniu znacznej części stolicy, jakich wcześniej nie bywało. To niewątpliwie efekt „racjonalizacji kosztowej” w eksploatacji sieci przez nowego właściciela. Pomimo to obecnie, jak wynika ze wspomnianego na początku Programu dla elektroenergetyki, rząd zamierza sprzedać resztę akcji tego Zakładu.



Spychanie po równi pochyłej



Elektroenergetyka rozwija się już ponad sto lat, choć zmieniały się ustroje i rządy. W ciągu tego czasu, przy żywej międzynarodowej wymianie informacji zgromadzono wielki zasób doświadczeń. W okresie Polski Ludowej z krajowych finansów, w oparciu o polskie projekty, maszyny i urządzenia, w ciągu wielu lat budowano i oddawano corocznie do użytku po 1000 MW nowych mocy w elektrowniach i budowano po kilkanaście tysięcy kilometrów różnych linii elektrycznych. Działało szereg wyspecjalizowanych biur projektów i ośrodków naukowych. Pomimo złego ustroju, polska elektroenergetyka reprezentowała średnio-dobry poziom europejski. Budowano też „pod klucz” elektrownie za granicą.

Przygotowanie i przeprowadzenie właściwej transformacji polskiej gospodarki energetycznej, stosownie do naszych warunków i wyzwań rozwojowych XXI w., jest naszym specyficznym, polskim problemem, który musimy sami rozwiązać. Jest to problem trudny, wymagający specjalistycznych, wieloaspektowych studiów strategicznych, a następnie zdecydowanej, długookresowej i stabilnej woli politycznej. Nie wolno tej sprawy oddawać w obce ręce, cudzych interesów, a tak było w okresie transformacji i jest nadal.

W restrukturyzacji trzeba poszukiwać optymalnego podziału własności, zadań i uprawnień między organami państwa oraz państwowymi, komunalnymi i sprywatyzowanymi podmiotami gospodarczymi, działającymi na niedoskonałym rynku. Doświadczenia zagraniczne wskazują, że zapewnienie skutecznej konkurencji i regulacji w energetyce, wymaga takiego zróżnicowania własności. Każda zdrowa polityka gospodarcza musi się przeciwstawić wrogiej monopolizacji wszędzie tam, gdzie to jest możliwe oraz organizować rynek i konkurencję. W energetyce możliwości te są jednak bardzo ograniczone. W każdym razie trzeba zachować własność państwową strategicznych obiektów wytwórczych i sieciowych oraz pełną kontrolę państwa i regulację niepodzielnego, krajowego systemu energetycznego. Elektrociepłownie i energetyczne zakłady sieciowe na terenie miast powinny stanowić własność komunalną i działać jako przedsiębiorstwa non profit, użyteczności publicznej.

Ideologowie i politycy neoliberalni całkowicie zlekceważyli te doświadczenia. W latach 1993-95 została zainstalowana w Warszawie ekipa ekspertów z zagranicznych koncernów, o nazwie Energy Restructuring Group - ERG. Zajęła te same pomieszczenia, w których w latach pięćdziesiątych urzędowali doradcy sowieccy i podobnie jak tamci opracowała, z udziałem polskich pomocników, podstawowe dokumenty rządowe, przyjęte następnie przez Sejm, w tym Prawo energetyczne (nowelizowane następnie już 12 razy) i ratyfikację niekorzystnego dla Polski Międzynarodowego Traktatu Karty Energetycznej. W 1996 r. Regulatory Policy Research Centre z Oxfordu, wraz z Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego, zorganizowali duże seminarium dla posłów, ministrów i wyższych dyrektorów, prezentując liberalną ideologię dotyczącą demonopolizacji, prywatyzacji i rynku w energetyce.

W okresie transformacji całkowicie wyeliminowano polskie energetyczne jednostki i środowiska naukowe z prac dotyczących programów prywatyzacyjnych i polityki energetycznej kraju. Zlikwidowano Zakład Problemów Energetyki PAN, zajmujący się od 20 lat ponadbranżowymi, długookresowymi badaniami strategicznymi i problemami polityki energetycznej państwa oraz branżowe i centralne, sztabowe ośrodki studiów strategicznych. Ostatnie Rządowe Centrum Studiów Strategicznych zostało zlikwidowane już przez nowe władze w 2005 r.

W celu ułatwienia i przyspieszenia niekontrolowanych prywatyzacji, już w latach dziewięćdziesiątych przyjęto ustawę dającą pracownikom sprzedawanego przedsiębiorstwa prawo do otrzymania 15 % jego akcji, co stanowi dla zatrudnionych dużą wartość o charakterze korupcyjnym. To właśnie te judaszowe srebrniki (jak podkreślił A. Lepper we wspomnianym wystąpieniu sejmowym) skłoniły członków zarządu warszawskiego STOEN-u, prezesa Bejma oraz licznych i krzykliwych działaczy miejscowych związków zawodowych do forsowania sprzedaży Niemcom stołecznego zakładu energetycznego. Trudno wyzbyć się wrażenia, że był to akt hańby narodowej. Również Najwyższa Izba Kontroli bardzo krytycznie oceniła tą prywatyzację. I tak w praktyce transformacji realizuje się dziwaczną mieszaninę rozwiązań wymuszanych programami rządowymi, interesami zagranicznymi i grą doraźnych, partykularnych interesów. Brakuje racjonalnej, konsekwentnej i narodowej polityki energetycznej.


Sprzeciw społeczny i oczekiwania


Od szeregu lat kolejne rządy postkomunistyczne w Polsce widziały łatwy sposób równoważenia budżetu rujnowanego państwa drogą wyprzedaży majątku narodowego, a w tym wielkiego majątku energetyki. Nie do zaakceptowania jest jednak wieloletnia sytuacja, w której władze państwowe nie podejmują żadnych gospodarczych przedsięwzięć rozwojowych, nie potrafią zapewnić dostatecznych dochodów bieżących na pokrycie bieżących wydatków państwa i dokonują równoważenia budżetu z wyprzedaży majątku wypracowanego przez poprzednie pokolenia oraz dodatkowo – zadłużaniem dorastających pokoleń.

Zbywanie przez niekompetentne władze majątku narodowego stoi w sprzeczności z niewzruszoną zasadą konstytucyjną, że jedynym właścicielem majątku narodowego jest sam naród. Nawet powszechne uwłaszczenie wymagało narodowego referendum. Przedwojenna norma prawna o komercjalizacji przedsiębiorstwa państwowego (Rozporządzenie Prezydenta R.P. z 17.03.1927 r.) stanowiła, że zbycie, a nawet zadłużenie majątku nieruchomego przedsiębiorstwa państwowego wymaga każdorazowo ustawowej zgody Sejmu R.P.

Powszechny sprzeciw wywołała sprzedaż STOENu oraz dwukrotnie podejmowany w 2002 i 2004 r. zamiar sprzedaży wspomnianych poprzednio północno-centralnych zakładów energetycznych G-8, warunkujących pracę polskich portów, stoczni, rafinerii, rurociągów paliwowych i magazynów oraz życia społeczno-gospodarczego znacznej części kraju. Przeciwko sprzedaży przedsiębiorstw energetycznych wypowiedzieli się wówczas posłowie Prawa i Sprawiedliwości, Samoobrony, Ligi Polskich Rodzin i częściowo Polskiego Stronnictw Ludowego. Takie samo stanowisko wyraził ponadpartyjny Parlamentarny Zespół ds. Restrukturyzacji Energetyki. Te sprzeciwy zatrzymały wówczas wyprzedaż zakładów grupy G-8. W dniu 31 marca 2004 r. Sejm przyjął uchwałę opowiadającą się za pozostawieniem pod zarządem państwowym przedsiębiorstw wydobywczych i energetycznych, pełniących funkcje użyteczności publicznej.

Rząd, lekceważąc jednak te stanowiska, w początku 2005 r. przeforsował zmiany ustawowe zwalniające władze z konieczności zachowania większościowych pakietów akcji w spółkach o strategicznym znaczeniu dla państwa. Nie można jednak uważać i akceptować sytuacji, w której Ministerstwo Skarbu Państwa, zamiast starań o pomnażanie majątku narodowego, pełnić będzie funkcję urzędu likwidacyjnego tego majątku, czy też agencji wyprzedaży posezonowej.

Tymczasem, jak wynika ze wspomnianego Programu dla elektroenergetyki, to Ministerstwo Skarbu dyktuje co i jak sprzedać w energetyce, nie wiadomo natomiast czym gospodaruje Ministerstwo Gospodarki. Nie wiadomo więc kto ma odpowiadać za rozwój gospodarki i energetyki. Prezentowana wcześniej przez rząd Polityka energetyczna Polski do 2025 r., zredagowana poprawnie politycznie, ale bez żadnych uzasadnień w studiach strategicznych (których nie prowadzi się od wielu lat), nie jest już aktualna.



W programie wyborczym Prawo i Sprawiedliwość zapewniała m.in.: „Będziemy przeciwstawiali się ograniczaniu roli państwa w zakresie kontroli nad strategicznymi przedsiębiorstwami branży energetycznej.” A Także „W ręku państwa pozostaną spółki i przedsiębiorstwa, które są ważne z punktu widzenie bezpieczeństwa gospodarczego ... .”

Wkrótce po wyborach władze państwowe powróciły jednak do wcześniejszych planów wyprzedaży energetyki. W pierwszej kolejności chciano sprzedać elektrownię Dolna Odra. Szczęśliwie, zdecydowany opór załogi, szerszy sprzeciw społeczny i wystąpienia parlamentarne uratowały tę elektrownię. W efekcie zrezygnowano ze sprzedaży elektrowni i konsoliduje się ją z Polską Grupą Energetyczną, o czym wspomniano wyżej.

W 2006 r. zagraniczne i prywatyzacyjne lobby, powołując się wadliwie na dyrektywę Unii Europejskiej, wylansowało projekt wydzielenia z sieciowych zakładów energetycznych funkcji obrotu i sprzedaży energii (celem zawładnięcia jej w ręce prywatnych pośredników). Idzie o to, aby pracę, inwestycje i koszty utrzymania sieci pozostawić publicznym zakładom energetycznym, natomiast przejąć ich znaczne zyski. I ten destrukcyjny projekt spotkał się z wielkim oburzeniem i spowodował powstanie Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjno-strajkowego Obrony Dystrybucji Energii Elektrycznej.

Polska kadra techniczna i polskie patriotyczne załogi przedsiębiorstw energetycznych są podstawowymi strażnikami i obrońcami powierzonego im majątku narodowego i energetycznego frontu walki o zachowanie suwerenności Ojczyzny. Za nimi stoją miliony polskich obywateli, którzy na różnych odcinkach zabiegają o rozwój gospodarki kraju i nie chcą uzależnienia od obcych dostawców i kontrolerów podstaw swojej egzystencji.

Przeciw prywatyzacji energetyki wypowiedziała się już wcześniej, we wspomnianych dyskusjach parlamentarnych, Samoobrona oraz Liga Polskich Rodzin, a także PiS - w ubiegłych latach oraz w deklaracjach wyborczych i programowych. W kwietniu b.r. odbyła się w Parlamencie wielka rządowa konferencja poświęcona programowi rozwoju energetyki, a głównie konsolidacji i rozwojowi t.zw. odnawialnych źródeł energii, pod hasłem „PiS dotrzymuje słowa”.

Oczekujemy więc, że P i S dotrzyma słowa także w zakresie całości energetyki. Oczekujemy, że koalicja rządowa konsekwentnie podtrzyma stanowisko, wyrażone wcześniej przez wszystkie ugrupowania koalicyjne, rozumiejąc, że wyprzedaż energetyki jest działaniem na szkodę państwa. W solidarnym państwie lepiej uznawać racjonalne argumenty obywatelskie, aniżeli siłę obywatelskich sprzeciwów, które w sprawie prywatyzacji energetyki już się wielokrotnie ujawniły. Dlatego oczekujemy oddalenia prywatyzacyjnych postulatów Ministerstwa Skarbu Państwa i zdecydowanego zaniechania dalszej wyprzedaży polskiej elektroenergetyki.

Głos z Zachodu:

Ej, Polacy ! Przestańcie wy się interesować utratą waszego majątku i niezależności. Dostaliście już za granicą pracę i chleb i możliwość wojaczki. Teraz dostajecie igrzyska i nic wam więcej nie potrzeba.


Alex Lech Bajan
Polak od 1987 roku w USA
CEO
RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
FAX: 703-940-8300
EMAIL: alex@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com